RSS
sobota, 23 października 2010
Niepełnoetatowa mama

Zaraz dwa miesiące minął odkąd pracuję. Niania przychodzi codziennie na 4h. Antoś bardzo ją lubi. Starsza pani, ok 60ki, prosta kobita ale wychowała dwóch synów, ma czwórkę wnucząt. Jak dla mnie ok. Czuję, że znalazłam idealny balans między życiem rodzinnym i zawodowym. Rano wychodzę szczęśliwa i zadowolona do pracy. Antek nie płacze, nie ma scen pt: "Jesteś okropną matką, jak możesz mi to robić??", co znacznie ułatwia wychodzenie. Wracam po czterech godzinach, Antoś właśnie kończy drzemkę, już ja daję mu obiad itd.

Kiedy wracałam do pracy, miałam obawy/ żal do męża, że nie zarbia tyle, żeby nam starczało i jeszcze żeby odłożyć. A teraz? Uważam to za błogosławieńswto. Mam lepsze spamopoczucie, że też się dokładam do budżetu domowego a nie tylko utyskuję, że mało! Głowę przewietrzę, nie kiszę się cały dzień lekko poirytowana, że tylko kurzę domowo. A z drugiej strony- dziecko niespecjalnie cierpi z powodu mojej nieobecności, bo to 4 a nie 9 godzin mnie nie ma!

W piątek moi słuchacze odwołali zajęcia- a ja w popłoch wpadłam: o matko, cały dzień w domu?? Jak ja dam radę?? Ale się zmieniam. Polecam wracanie do pracy każdemu kto ma taką możliwość. To DA się pogodzić bez szkody dla naszej więzi z dzieckiem. A wiadomo-szczęśliwa, zrealizowana, nie tylko w kuchni, mama to dobra mama. Pozdrawiam!

10:57, duszka84
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 lipca 2010
Wekejszyn

Mąż zaszalał, wziął pod rząd dwa tygodnie urlopu plus tydzień przysługującego ojcowskiego. Czyli trzy tygodnie laby dla niego, trzy tygodnie wspólne dla NAS, tzn dla naszje trójki oczywiście. Jesteśmy nad morzem. Pogoda aż za. Człowiek jedzie nad polskie morze, bierze swetry, kurtki przeciwdeszczowe, parasol i kalosze a tu masz bobo placek! 30st i ani jednej chmurki. Normalnie nie idzie z tą pogodną do ładu dojść.

Z miasta Łodzi ruszyliśmy nocą, dokładnie o 00.00. Przerażona nieco przeżyciami kambium miałam spore wątpliwości czy to dobry pomysł. Już widziałam oczami wyobraźni i uszami wyobraźni słyszałam tą syrenę, która będzie nam towarzyszyć bez mała sześć godzinek w podróży. Ale nie. Dzidziul oczywiśćie obudził się w czasie operacji przenoszenia do samochodu ale pokojowo pogodził się z tym faktem i zasnął... na najbliższe 4,5h, czyli do konkretnego popasu. Dostał mleko, powył jakieś dwajścia minut i zasnął kołysany przez mamusine wyciskane 150km/h (A1 to była). Może i jestem okropną matką, ale odkąd przestałam jeździć z Antonim z tyłu, zabawiać go itd (mam chorobę lokomocyjną na tylnym siedzeniu-zawsze!) chłopak jest wzorowym pasażerem :)

Poza tym dni mijają nam słodko leniwie, z dzidziulem, który jest zafascynowany piaskiem i morzem i słońcem i dzieciarnią i ludźmi i latawcami i wszystkim. I spanie w chuście w grę absolutnie nie wchodzi (kieszonka). Spróbuję tego X zawiązać, wygląda na chłodniejszego. Buzia wakacyjna!

18:48, duszka84
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 lipca 2010
Robota robota

Już rok nie pracuję. Antoś ma 7 miesięcy, od piątego miesiąca ciąży byłam na zwolnieniu (niestety!). Myślałam, że skończę macierzyński i wio! Do pracy. A tu niet. I to wcale nie dlatego, ze poświęcam karierę dla dziecka. Niczego nie poświęcam. Kocham być w domu, zajmować się Antosiem, gotować, sprzątać. Nie tęsknię za pisaniem raportów, konspektów i hospitacjami lekcji. Za ciągle zepsutym kserem w biurze i niedziałającym internetem. I za uczuciem, że szef nas w pewien dość sprytny sposób wykorzystuje (każdy musiał założyć działalność, etat ma jedynie skeretarka-lektorzy języków nie!). Gdyby nie bodziec finansowy, to, że jednak fajnie byłoby mieć troszkę więcej niż do pierwszego, chętnie zostałabym pełnoetatową mamą. No kurdę tak mam.

20:40, duszka84
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 czerwca 2010
Chrzciny czyli Chrzest

Bo ot przecie to samo. Ale wcale, że nie. Chrzciny to jak wesele, przyjęcie. Chrzest, to sakrament, jak ślub. Wkurzało mnie jak się mnie pytano "A kiedy chrzciny?" A co kurde za różnica. CHrzest to meritum, chrzciny to szczegół.

No ale, ale , chrzest się odbył i moje przemyślenia po są natsępujące

 

Mleko- nakarmiłam kawalera o 11 kaszką na full ale chrzest sensu stricto był o 13.

Fotograf- zrozumiałam różnicę między profesjonalistą i semi-profesjonalistą. Na ślubie mieliśmy profa - pani potrafiła gości ustawić do zdjęcia grupowego, trwało to kilka sekund, ciach ciach. To samo z innymi ustawianymi zdjęciami. Semi niestety nie miała ani siły przebicia - hasło: niech pani sama gościom powie, żeby się ustawili bo ja krzyczeć nie będę" po prostu mnei rozwaliło. Organizacyjnie beznadziejnie, finansowotak samo jak profi. Pierwszy i ostatni raz.

Ubranko - kupiłam cieniutki szary garniturek w h&m i koszulę z długim ze stjką. ANtoś wyglądał szałowo. Niestety marynarkę miał na sobie może 10 min. Całą ją uślinił i nie było sensu takiej uplamionej na nim trzymać. Poza tym, beznadziejnie się układała kiedy dziecko trzyma sie na reku.

Teściowa - po 2 Wojnie Światowej było hasło: Nigdy więcej wojny. Po chrzcinach mówię: Nigdy więcej teściowej.

Kawa, herbata- na każdej następonej imprezie w restauracji będę prosiła o self-service. Termos z kranikiem i goście sami serwują sobie gorące napoje. Szybciej.

 

16:47, duszka84
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 31 maja 2010
urodzinowo

Dziś kończę dwadzieścia sześć lat. Jak dla mnie dużo, jeszcze nigdy aż tyle nie miałam. Ale doła nie zaliczam. Ot, po prostu, czas płynie a ja razem z nim. Ok. Może i nie  mam cudownej, dobrze płatnej pracy i kilku innych atrybutów sukcesu, ale mam ludzi, których kocham, a oni kochają mnie. I to fajne jest. I chcę, żeby tak zostało.

Kiedy urodziłam Antosia, zdałam sobie sprawę, że dzień narodzin dziecka to taki prawdziwy dzień matki. Bo to ona jest bohaterką tego dnia. Dziękuję Ci mamo, że mnie urodziłaś!

10:11, duszka84
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Chusta chusta

Jacie, jacie, mamy chustę. Dwie stówy wybuliłam (a to całkiem mało) i mam chustę prawie nową Storchen Wiege! Emocje sięgają zenitu a Fistaszkowa Mama czeka aż się syn obudzi łaskawie, żeby mu chustę zaaplikować i wio, na spacer. Hej przygodo!

13:01, duszka84
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 kwietnia 2010
Same dobre

No Matko kochana, tego jeszcze nie grali. Dzidziul zaliczył dzień bez płaczu. Przyjechał do nas 10mczny kolega na pół dnia, potem byliśmy w restauracji, a Dzidziul nic normalnie. Skupienie pomięszane z uśmiechami plus jedna kupa wyprodukowana o czasie. Cud, miód i orzeszki. Dzień idealny.

A poza tym nareszcie pozbyliśmy się anemii. Juchuuuu! Wracałam wczoraj z przychodni hematologicznej i myślałam, że parkingowego wycałuję ze szczęścia, ale palił paierosa akurat. Jutro zasuwamy na szkolenie z chustonoszenia. Hope it works!

22:40, duszka84
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 kwietnia 2010
Ząb i coś jeszcze

Oświadczam publicznie, że wyszedł nam pierwszy ząb!!!! We wieku 4 m-cy i dwóch tygodni. Rodzina nadal nie może dojść do siebie po tym zaskakującym zdarzeniu (zwłaszcza, że wszysko wiedząca pediatra w zeszłym tygodniu oświadczyła, że na zęby to sobie jeszcze spokojnie poczekamy kilka miesięcy!).

A Antusiowa mama myśli o powrocie do aktywności zawodowej. Z dyplomem filologii angielskiej na renomowanej uczelni ma zamiar pracować jako....asystentka stomatologiczna. Życie bywa zaskakujące.

13:07, duszka84
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 marca 2010
Szpital, czyli powtórka z rozrywki

Nasz synek ukochany trafił 6 tygodni temu do najlepszego szpitala pediatrycznego w Polsce. Wymioty i biegunka, duużo ulewania. Najpierw wizyta u znajomej pediatry -diagnoza - śródmiąższowe zapalenie płuc

- Kochani jedźcie na Izbę Przyjęć, opowiedzcie mi to wszystko co mnie powiedzieliście, wezmą małego na rtg i też to stwierdzą i wyleczą.

Ok, poszliśmy do Izby. Tak, ja wiem, że nietrafne diagnozy się zdarzają, ale na miłość boską naszego synka osłuchiwało 6 pediatrów i wszyscy zgodnie twierdzili, że dziecko zdrowe. Jednak nadwrażliwi rodzice (czyli my) oaz nadwrażliwa babcia (czyli moja mama) drążyli temat. Po kolejnej wizycie u kolejnego pediatry, który twierdził, że chyba przesadzamy, skierowano nas na rtg na którym wyszły, surprice, surprice, zmiany śródmiąższowe płuc! No pokroić się idzie. Dzidziul dostał Augmentin dożylnie, już jesteśmy spowrotem w domu, mam nadzieje, że zdrowi. Sprawdza się tutaj żydowska mądrość. Zanim uwierzysz diagnozie lekarza, idź do dwóch kolejnych.

23:14, duszka84
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 01 lutego 2010
Opinie,rady, kometarze

Nie wiem jak WY, ale ja/my jesteśmy zalewani radami dziadków jak postępować z Antosiem:

Moja mama:

-jemu jest za zimno kochanie, załóż mu jeszcze jedne śpioszki. I skarpetki.

-bierz na ręce jak tak płacze, dziecko nie może tak płakać bo się zaniesie

-odłóż go do łóżeczka na brzuch, trudno, niech sobie popłacze- na brzuszku się nie zaniesie (eh, tak konsekwencja mojej mamy...)

-oj chłodno tu macie (22st. C) może podgrzejemy?

-może ty lepiej nie karm piersią, te kupki takie żadkie...

-ja mu kupię becik, wy mu kręgosłup masakrujecie (becik dojechał przy następnej wizycie)

-ale podtrzymuj mu główkę

- ja to was karmiłam zupełnie w pionie (Antoś jest ulewajło, ale mama karmiła butelką a moje piersi nie mają pół metra długości!!!)

Mój tata:

- załóż mu czapeczkę, on musi mieć czapeczkę!! (Efekt? dziecko chodzi u dziadków w zimowej czapce...eh)

Teściowie: - w zasadzie się dublują z rodzicami

-becik

-zobacz Aniu, on ma zupełnie zimnie paluszki! Tato? zupełnie ciepłe. Eee, zobacz na końcach przy paznokietkach, zimne!

-opatulcie go w kocyk

-czy on ma zimny nos?? Czapeczka, gdzie macie czapeczkę?!

 

No i weź tu dogódź, trening z asertywności mam już zaliczony, wpiszę do CV.

13:29, duszka84
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5